środa, 20 marca 2013

Rozdział 19 cz. 2


*Paczałkami Harry'ego*


Patrzyłem z niedowierzaniem na osobę stojąca przede mną. Pierwsze co mną owładnęło to zdziwienie, lecz kiedy tak przypatrywałem się w ciszy osobie przede mną zacząłem odczuwać złość. Nieopisywalny gniew. Coś co kryło się we mnie od dłuższego czasu, a czemu nie pozwalałem wyjść z mojego wnętrza.
Jednak widząc jego twarz, przypominając sobie zdarzenia sprzed kilku miesięcy nie mogłem tego dłużej kryć.
Niby wyglądał jak obraz skrajnej nędzy i rozpaczy, ale nie interesowało mnie to. Ja też tak wyglądałem, o ile nie gorzej. To moje życie zmarnował i to przez niego i Emmę na kilka miesięcy zatraciłem się w cierpieniu, nie dostrzegając nic poza nim. Mogłem te miesiące spędzać szczęśliwie
wraz z osobą, którą kocham, ale nie. Musiało zostać mi to zabrane przez niczego nieświadomych nastolatków. Nie widzę do dzisiaj sensu, dlaczego mi to zrobili. Chyba już nigdy go nie poznam, ale to boli. Wciąż boli świadomość iż moi najlepsi przyjaciele z dzieciństwa zniszczyli mi życie, ponieważ mój chłopak uderzył Zayn'a. Stanął w mojej obronie, nie mogąc patrzeć jak mnie krzywdzą, a oni jeszcze dolali oliwy do ognia. Możliwe że zrobili to z nudów ? Możliwe że chcieli się zabawić. Ale to nie są wytłumaczenia. Zmienili moje życie w piekło. Zadali mi większy ból niż, ten który zadawał mi ojciec. Bo w porównaniu do bólu psychicznego, ból fizyczny był niczym.

-Lou uszczypnij mnie, bo chyba mam zwidy ! - przemówiłem, tym samym przerywając ciszę pomiędzy nami.

-Jak ty się tu dostałeś ? Myślałem, że jesteś w Doncaster. Emma mówiła, że...

-Zamknij się ! Nie obchodzi mnie, co mówiła Emma i nie obchodzisz mnie ty. A jeśli piśniesz komukolwiek choćby słówko, że jestem w Londynie i to z Louisem, to obiecuję zemszczę się na tobie za to wszystko, co przeżyłem przez ciebie i tę sukę. - wybuchnąłem gniewem i przyrzekam, gdyby nie Lou i jego mocny uścisk na mojej dłoni już dawno poszedłbym z pięściami na Zayn'a.
Widząc coraz większe zszokowanie na jego twarzy, uśmiechnąłem się zwycięsko. Teraz to ja byłem górą.

-Co się tak patrzysz Zayn ? Zmieniłem się nieprawdaż ? Już nie jestem taki słaby. To chyba nawet dzięki wam. Dzięki tobie i Emmie. Musiałem zacząć walczyć, o to co dla mnie naprawdę ważne. - kontynuowałem nie zamierzając tak szybko przestać. Chciałem zakończyć to raz na zawsze i pokazać, że też 'mam jaja'. - I jak widzisz wygrałem. A ciebie już nigdy nie chcę widzieć na oczy. Skrzywdziłeś mnie tyle razy, że dziwie się, że jeszcze jestem na tyle spokojny i nie walnąłem się prosto w twarz.

-Hazz, ty nic nie rozumiesz. Ja wcale nie...- próbował się tłumaczyć, ale byłem nieugięty.

-Przestań ! Nie chcę tego słuchać. Psujesz mi humor. Idź stąd i nie wracaj. Nie wiem, po co w ogóle tu przyszedłeś, ale szczerze to nie obchodzi mnie to. Ty mnie nie obchodzisz.

-Harry jesteśmy przecież przyjaciółmi nie mów tak.

-Przyjaciółmi ? Kpisz sobie ze mnie ? Nie jesteśmy przyjaciółmi już od bardzo dawna. Od kiedy sypiałeś z moją dziewczyną.

-Nie mów tak. Nie wiesz jak było. Daj mi wytłumaczyć, a zobaczysz, że źle mnie osądzasz. - próbował się mnie przekonać do rozmowy, lecz za każdym razem mu przerywałem. Miałem kompletnie gdzieś to, co chce mi powiedzieć, ponieważ byłem pewien że wymyśli kolejne kłamstwo, by mnie omotać. Dlatego postanowiłem broić się przed tym,

-Zayn idź stąd. Nie będę z tobą rozmawiał. - oznajmiłem dobitnie.

-Proszę, daj mi szanse. - widziałem ból w jego oczach. Lekko się szkliły jakby miał wybuchnąć płaczem. Ciężko było znosić taki widok mojego starego, dobrego przyjaciela i to spowodowane najwyraźniej moimi słowami, ale ja też płakałem i to wiele więcej razy niż on, dlatego nie czułem żalu lub poczucia winy, że doprowadziłem go do takiego stanu.

-Niestety. Miałeś wiele szans, ale je zmarnowałeś. Teraz jedyne, co możesz to zapomnieć, że kiedykolwiek miałeś przyjaciela w Harry'm Stylesie. Przykro mi, ale to moje ostatnie słowo. Żegnam Zayn. - wypowiadając ostatnie słowo pociągnąłem Louisa za sobą do mieszkania i zamknąłem drzwi na klucz. Przez wizjer zobaczyłem, że Zayn wyciera rękawem kurki twarz i powoli opuszcza kamienice.

W tym momencie poczułem wyrzuty sumienia. Może i próbowałem być twardy jak on , ale nadal w środku byłem tym niebywale uczuciowym i miękkim nastolatkiem z mnóstwem problemów i kompleksów.
Poczułem silne ręce oplatające mnie w pasie. Momentalnie wtuliłem się w ciepłe ciało Louisa i obróciłem twarzą do niego.

-Myślisz, że dobrze zrobiłem ? - wyszeptałem patrząc prosto w szaroniebieskie oczy szatyna.

-Nie mnie to oceniać, Harry. Mogłeś dać mu szansę się wytłumaczyć, ale nie kryję, że widząc go również miałem ochotę wtrącić coś od siebie, albo po prostu mu przyłożyć w twarz. Jednak to jest sprawa między wami. Już kiedyś się wtrąciłem i źle na tym wyszliśmy oboje.

-Kocham cię Lou. - złożyłem krótki, ale czuły pocałunek na jego wargach i znów wróciłem do patrzenia w jego oczy. Były tak piękne, że nie mogłem od nich oderwać wzroku.

-Ja ciebie też Harreh, a teraz chyba powinniśmy.. - nie dane mu było dokończyć, ponieważ dołączyła nas niespodziewanie kolejna osoba.

-Kochani, może zamiast się obściskiwać w holu, byście się przywitali ? - oboje spojrzeliśmy w jednym momencie w stronę skąd wydobywał się głos.
Co za niezręczna sytuacja.
W drzwiach do kuchni stała we własnej osobie moja mama, z ogromnym uśmiechem.
Oderwałem się od Louisa i popędziłem w jej stronę. Przytuliłem ją do siebie i okręciłem kilka razy w powietrzy.

-Mamuś, nie wyobrażasz sobie jak bardzo za tobą tęskniłem. - powiedziałem, stawiając ją z powrotem na podłogę i lekko od siebie odsuwając.

-Ja też tęskniłam maluchu. - dalej uśmiechając się, spojrzała na Louisa, który stał troszeczkę zmieszany zaistniałą sytuacją. - A ty Louis się nie przywitasz z przyszła teściową ? - słysząc to pytanie niemal nie udusiłem się własną śliną. Lou wyglądał na równie zaskoczonego, jednak powoli podszedł i przytulił moją mamę.

-Witaj Anne. Miło cię znowu widzieć. Wyglądasz jak zwykle nieziemsko.

-Nie pochlebiaj mi tak, bo się zarumienię. Poza tym Harry może być zazdrosny, prawda kochanie ?

-Mamo skąd ty … ?

-Synku wiem więcej niż ci się wydaje.

-Nie powinnaś wiedzieć. Chciałem ci sam o tym powiedzieć.

-Haroldzie Edwardzie Styles, powinieneś się cieszyć, że jeszcze na ciebie nie nakrzyczałam za to, że ostatnia się dowiaduje, że mój syn się zakochał. - powiedziała z udawaną złością, jednak ja widziałem, że nie może pohamować uśmiechu, który sam cisnął jej się na twarz. Byłem zdziwiony jej zachowanie,. Nie ukrywam, że obawiałem się podobnej reakcji do mojego ojca, ale mama jak zwykle zaskoczyła mnie na ogromny plus.

-Dobra nie patrzcie się tak na mnie. Idźcie do salonu. Zrobię wam herbaty.

Kiedy zniknęła za drzwiami kuchni, wymieniliśmy z Louisem zszokowane spojrzenia. Oboje nie wiedzieliśmy, o co w tym wszystkim chodzi, ale nie kryliśmy, że było nam to na rękę. Chociaż jeden problem z głowy.
Ponownie chwyciłem Lou za rękę i splotłem nasze palce ze sobą, kiedy kierowałem nas w stronę salonu. Usiedliśmy koło siebie na kanapie. Przysunąłem się do niego jak najbliżej i oparłem głowę na jego ramieniu.

-Harry jak myślisz skąd ona wie ? - zapytał Lou.

-Nie mam pojęcia. Może od ojca, albo... Że też wcześniej na to nie wpadłem. To musiał byś Zayn. Bo po co miałby tu przychodzić ?

-Też go podejrzewam, ale teraz jest ważniejsza sprawa. Musisz powiedzieć swojej mamie o ojcu.
-Nie zrobię tego Lou. Nie mogę to się źle skończy, poza tym wiesz jak ona się poczuje ?

-Jeśli ty nie powiesz Hazz, ja to zrobię. Tak dalej być nie może. Własny ojciec cię bije i maltretuje. Ja spokojnie nie mogę odwiedzić rodziny, bo boję się, że gdy twój ojciec się o tym dowie znowu wpadnie w szał i …

-Kto wpadnie w szał ? - znów przerwała nam rozmowę mama, która akurat przyszła uśmiechnięta, z tacą z napojami. Nic nie mówiąc, podniosłem się z miejsca i odebrałem od niej tacę, stawiając na stoliku.
Kiedy z powrotem opadłem na kanapę czułem na sobie wzrok mamy siedzącej naprzeciwko w skórzanym fotelu i Lou, który tym chciał mnie nakłonić do wyjawienia wszystkiego rodzicielce.
Czułem ogromną potrzebę powiedzenia jej o wszystkim. Chciałem, żeby wiedziała. Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic, ale tak sytuacja nie była taka prosta.
Jakbyście się poczuli na jej miejscu, gdyby wasz syn oznajmił i że przez ostatnie miesiące był bity przez ojca, nie mogącego uporać się z jego odmiennością seksualną ?
Myślę, że nie jedno z was po prostu by nie uwierzyło. Poza tym tak dawno jej nie widziałem i nie chciałem psuć tej wspaniałej chwili, kiedy jestem z dwoma najważniejszymi osobami w moim życiu.

-Kochanie, dobrze się czujesz ? - z rozmyśleń wyrwał mnie szept Louisa do mojego ucha.

-Tak jest okej. Zamyśliłem się po prostu. - westchnąłem, odrzucając od siebie zbędne myśli i podejmując decyzję.

-Jesteście piękną parą chłopcy. Jak długo tak konkretnie jesteście razem ?

-Trzy miesiące, dwa tygodnie i pięć dni. - powiedziałem dumny z tego iż znam dokładną ilość zarówno miesięcy jak i dni. W odpowiedzi dostałem czułego całusa w policzek i ogromny, szczery uśmiech od Louisa.

-Haroldzie jestem na ciebie naprawdę wściekła. Wytłumacz mi się natychmiast, dlaczego nic nie pisnąłeś ?

-Bałem się jak zareagujesz. Sam byłem lekko zagubiony. Musiałem sobie wszystko poukładać, oswoić się z tym, że zakochałem się w chłopaku. Sama rozumiesz.

-To nie zmienia faktu iż matka powinna wiedzieć pierwsza. Domyślałam się po ostatniej wizycie, że pomiędzy wami jest coś więcej, ale jak głupia czekałam aż sam mi to oznajmisz.

-No już dobrze nie gniewaj się. Przepraszam. - zachichotałem lekko z jej przemowy. - Nie masz nic przeciwko temu, że jesteśmy razem ?

-Skarbie kiedy na was patrze to widzę prawdziwą miłość. Nieważne że oboje jesteście mężczyznami. Aż mi się ciepło na sercu robi widząc jacy jesteście szczęśliwi. W jaki sposób patrzycie na siebie. Jak mogłabym być przeciwna waszemu związkowi, kiedy po raz pierwszy od dawna widzę mojego syna tak uśmiechniętego i radosnego. To co was łączy jest wspaniałe. Ta więź jest ….

-Magiczna. - dokończyliśmy z Louisem za nią, patrząc sobie w oczy z uśmiechem.

-Dokładnie chłopcy. To dobre określenie. A teraz powiedź mi Harry jak się tutaj znalazłeś ? Bill z Kelly też przyjechali ? Czy może sam się tu przetransportowałeś do Louisa ?

-Kell mnie tu zabrała. To taka niespodzianka od niej. Długo się z Lou nie widzieliśmy i chciała sprawić mi przyjemność. I jest mały szczegół, o którym powinnaś wiedzieć.

-Tak ?

-Tata nic o tym nie wie i przyrzeknij, że o niczym się nie dowie.

Widziałem lekkie niezrozumienie na jej twarzy lecz ustąpiła. Jedynie pokiwała głową na znak, że się zgadza.
Sięgnęliśmy po szklanki z napojami i kontynuowaliśmy rozmowę już na luźniejsze tematy niż mój związek z Louisem.



*Oczami Louisa*

-Poczekaj chwile. - poprosiła mama Harry'ego, gdy już miałem opuszczać jej mieszkanie. Hazz schodził po schodach więc chciałem jak najszybciej do niego dołączyć. Jednak byłem ciekawy, co też Anne miała mi ważnego do przekazania, że nie odważyła się tego uczynić przy moim chłopaku.

-Coś się stało ? - spytałem widząc jej wahanie przed wypowiedzeniem czegokolwiek.

-Myślę, że powinniśmy się spotkać i porozmawiać. We dwoje. - podkreśliła ostatnie słowa, patrząc na mnie zmartwionym i stanowczym wzrokiem. - Podsłuchałam troszeczkę twojej rozmowy z Harry'm. Przyznam iż się zaniepokoiłam, a wiem, że od mojego syna wyjaśnień nie dostanę. Jednak mam nadzieję, że jesteś mądrzejszy i rozsądniejszy, oraz nie chcesz podpaść teściowej.

-Może nie powinienem, ale również uważam, że powinnaś wiedzieć. Przyjdę...

-Louis ! - dobiegł mnie krzyk zniecierpliwionego Harry'go, który przerwał mi wypowiedź.
-Przyjdę do ciebie, któregoś dnia. Obiecuję. Teraz muszę lecieć. Twój syn jest bardzo zaborczy i upierdliwy. - zaśmiałem się.

-Zauważyłam. A teraz zmykaj i pamiętaj o obietnicy. Trzymam cię za słowo. Pa.

-Do zobaczenia. - odpowiedziałem i opuściłem kamienicę wraz z moim chłopakiem, trzymając się za ręce jak najszczęśliwsza para na świecie.


~Godzinę później~

-Lou błagam zrób mi herbatę. Umieram z zimna. - zajęczał Harry upadając na moje łóżko, natychmiast oplatając się szczelnie kocem. Zaśmiałem się z niego, ponieważ jedyne co było widoczne to burza , gęstych, ciemnych loków.

-Już się robi kochanie ! - odkrzyknąłem i już po chwili w dłoni dzierżyłem dwa duże kubki z gorącą herbatą. Harry aż pisnął uradowany na jej widok i wyrwał mi szklankę z ręki o mało się przy tym nie oblewając wrzątkiem.
Tymczasem zająłem miejsce obok niego i wepchnąłem się pod ciepły koc. Czułem jak całe jego ciało drży z zimna. Na dworze wcale nie było aż tak zimno jednak on trząsł się jak galareta. Czasem bawiła mnie ta jego dziewczęca delikatność, ale przez większość czasu wydawała mi się cholernie urocza. Objąłem go ramieniem i przyciągnąłem do siebie, wtulił się we mnie i poczułem burzę loków na mojej szyi, łaskoczących mnie niemiłosiernie. Wolną dłonią zmierzwiłem mu tę czuprynę. Podniósł lekko głowę do góry jak, by móc mi spojrzeć w twarz. Po chwili dopiero zauważyłem, że nie ma już nic w dłoni i zmienia pozycję tak że teraz siedział na mnie okrakiem i przyciągnął w mocnym uścisku. Tak mocno mnie zdusił, że prawie udusiłem się nie mogąc nabrać powietrza.

-Lou tak bardzo się za tobą stęskniłem. - wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek.

-Głupolu ja zdecydowanie bardziej tęskniłem.

-Nie wiesz o czym mówisz. Nie wyobrażasz sobie, co bez ciebie przeżywałem. Każdego dnia patrząc na przybywające siniaki, dokładnie wiedziałem dlaczego się pojawiają. Przypominały mi, co działo się przez ostatnie miesiące. Co spowodowało, że byłem szczęśliwy, a później cierpiałem. Nie myśl sobie, że żałuję tego, co między nami zaszło, bo to nie byłaby prawda. Nigdy nie usłyszysz ode mnie tych słów. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Tylko, że kiedy ty wróciłeś do rutyny, normalnego życia, przyjaciół i szkoły, ja popadłem w totalny dół. Straciłem nad sobą kontrolę. Sam zresztą widziałeś jej skutki. Widząc te rany i wiedząc, że blizny zostaną już na zawsze czuję ogromną złość. Na siebie samego, na ojca i nawet na ciebie. Tak wiem, to nie w porządku, ponieważ nie miałeś wyboru musiałeś wyjechać. Lecz bez ciebie moje życie znów straciło sens, a ja posunąłem się do takich rzeczy, że aż wstyd się przyznać. A wiesz co jest najgorsze ? - przerwał na chwilę widząc, że w po moich policzkach strumieniem lecą łzy. Nie mogłem ich powstrzymać. Wiedziałem, że wyjawia mi ważne rzeczy, że mi ufa i prawdopodobnie jestem jedyną osobą , której to powiedział.

Lecz wszystko, co do mnie docierało, raniło mnie. Czułem się jakbym był jedynym złym elementem jego życia. Czułem jakbym wprowadził w nie sam smutek i ból. To okropne uczucie. Raniły mnie jego słowa, a jednocześnie dawały do myślenia. Brzmiało to zupełnie jak pożegnanie, jakby zaraz miał powiedzieć 'Miło było ale się skończyło, sory'. To chyba złamałoby mi serce i odbierało szansę na szczęście w przyszłości. Bo szczerze ? Nie umiałem sobie wyobrazić swojej przyszłości bez chłopaka o szmaragdowych, głębokich i błyszczących tęczówkach, burzy kasztanowych loków i malinowych ustach. O tak pięknym ciele, że nie jeden mężczyzna mógłby pozazdrościć i co najważniejsze cudownym usposobieniu i łagodnym charakterze.
Bo jaką miałem mieć przyszłość bez miłości ? Umarłbym jako stary, oschły i zrozpaczony dziadek.
Odpychałem od siebie te myśli, lecz na próżno. One nawiedzały mnie praktycznie każdej nocy, a tego dnia stało się tak również przez słowa Harry'go.

-Lou nie płacz, daj mi dokończyć. - moje rozmyślenia przerwał łagodny głos Harry;go. - Na czym to skończyłem ? Aha.. Wiesz co jest najgorsze w tej całej sprawie ? Że pomimo przeszkód ja za wszelką cenę chce być z tobą. Kocham cię jak wariat i nie mogę przestać, choć czasem chciałbym. Bez ciebie czuję, że nie ma części mnie i umieram wewnętrznie bez drugiej połówki. Więc obiecaj mi jedno LouLou. - nie mogąc wydobyć z siebie głowy jedynie skinąłem głową. - Obiecaj, że już zawsze ze mną będziesz i mnie nie zostawisz. Że przetrwamy jeszcze te kilka miesięcy, a gdy ukończę te 18 lat przyjedziesz i zabierzesz mnie od ojca. Wyjedziemy z Doncaster i zaczniemy żyć razem. Jako rodzina. Weźmiemy ślub, możemy nawet zaadoptować dziecko. Ale chce żebyśmy nigdy, przenigdy się już nie rozstawali.

-Przyrzekam. - wyszeptałem, nadal nie mogąc powstrzymać łez, które z większą siłą cisnęły mi się do oczu.

-Na zawsze razem ?

-Na zawsze.